NOWY SYJON



Szymon Piotr - rybak z Kafarnaum

Jolanta Bajcer

Tematem tego spotkania ma być: Szymon Piotr – rybak z Kafarnaum staje się łowcą ludzi. Być łowcą ludzi, to brzmi bardzo odpowiedzialnie, bo ludzie to dzieci Boga, stworzone na Jego obraz i podobieństwo. Komu więc Bóg powierza taką odpowiedzialność?

1.Szymon – rybak z Kafarnaum Szymon jest zwyczajnym człowiekiem, rybakiem. Codziennym jego zajęciem jest połów ryb na jeziorze Galilejskim. Wyłowione ryby są źródłem utrzymania dla niego i dla jego rodziny. Jest człowiekiem żonatym. Pismo Święte wspomina o jego domu i o teściowej, która tam mieszkała. Pracuje ze swoim bratem Andrzejem. Jego wspólnikami w pracy są rybacy:Jakub i Jan – synowie Zebedeusza. Szymon mieszka w Kafarnaum. Kafarnaum jest miastem, którego mieszkańcy, nie są zbyt skłonni do nawrócenia swoich serc ku Bogu. Pan Jezus wyraził się o tym mieście w ten sposób: "A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz. Bo gdyby w Sodomie działy się cuda, które się w tobie dokonały, zostałaby aż do dnia dzisiejszego."(Mt 11,23) W takim więc mieście mieszka Szymon.

2.Pierwsze spotkania Szymona z Jezusem Brat Szymona – Andrzej, oprócz pracy, którą wykonuje razem z bratem, szuka w swoim życiu czegoś więcej. Jest w nim jakieś głębsze pragnienie Boga, bo Pismo Święte podaje, że jest on także uczniem Jana Chrzciciela. Jan Chrzciciel udzielając chrztu nad rzeką Jordan rozpoznaje przychodzącego tam Mesjasza. Ponieważ Andrzej i jeszcze jeden uczeń stoją w tym czasie obok niego, Jan wskazuje im wyraźnie na Jezusa, mówiąc: "Oto Baranek Boży" (J 1,36) Wygląda na to, że byli dobrymi uczniami, bo od razu poszli za wskazaniem swojego dotychczasowego nauczyciela. Poszli za Jezusem. Szli jakiś czas i gdyby się nie odwrócił i nie zagadnął ich, to sami pewnie nie mieliby śmiałości żeby podejść. Ale Jezus chciał spotkania i rozmowy z nimi. Nie wiemy, co przeżyli podczas tego pierwszego spotkania. Wiemy jednak, że wrócili po tym spotkaniu, przekonani, że przebywali i rozmawiali z Mesjaszem. Takiego przeżycia nie da się ukryć. Jeżeli ktoś naprawdę spotkał Jezusa jako swojego Zbawiciela, to jest zupełnie niemożliwe żeby o tym milczał. Pragnienie, by inni też doświadczyli takiego spotkania z Jezusem jako Zbawicielem jest tak wielkie, że chciałoby się ogłosić to każdemu napotkanemu człowiekowi. I to właśnie zrobił Andrzej wobec swojego brata Szymona: "Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: Znaleźliśmy Mesjasza – to znaczy Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa."(J 1,41–42a) Możemy spróbować sobie wyobrazić jak wyglądała twarz Andrzeja kiedy mówił o tym Szymonowi, jakie gesty temu towarzyszyły. Szymon patrząc na to co dzieje się z jego bratem, mógł już przeczuwać prawdę o Jezusie.

Teraz, przyprowadzony do Jezusa sam doświadcza tego spotkania. Pierwsze spotkanie Pana Jezusa z Szymonem jest zapisane w Piśmie Świętym jednym zdaniem. "A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas – to znaczy: Piotr. (J 1,42) Jezus spojrzał na Szymona i nie było to pobieżne spojrzenie, ale spojrzenie sięgające samej głębi serca Szymona. O tym spojrzeniu św. Jan Apostoł napisze później w swojej Ewangelii: "Jezus (...) wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje." (J 2,24–25) Takiego właśnie spojrzenia Jezusa doświadczył na sobie Szymon. Być może pierwszym jego doświadczeniem w spotkaniu z Jezusem było to, że Jezus jest Tym, który go zna. Powiedział mu: –Ty jesteś Szymon, syn Jana–, ale to poznanie Pana Jezusa ma w sobie jakąś stwórczą moc, bo zaraz w tym samym zdaniu mówi: –ty będziesz nazywał się Kefas– to znaczy Piotr. W ST zmiana imienia pociągała za sobą zmianę powołania. W ten sposób np. na początku historii zbawienia Bóg zmienił imię Abrama na Abraham. Uczynił to w słowach: "Nie będziesz już odtąd nazywał się Abram, lecz imię twoje będzie Abraham, bo uczynię ciebie ojcem mnóstwa narodów."(Rdz 17,5) –Ty będziesz nazywał się Piotr– oznaczało, że Jezus określa i nadaje Szymonowi nowe powołanie. Imię Piotr oznacza skała, opoka. W jaki sposób bycie skałą i opoką miało zrealizować się w życiu Szymona okaże się później. Jednak już teraz podczas, gdy Jezus wypowiadał te słowa Szymon–Piotr musiał doświadczyć mocy tego Słowa, bo daje temu wyraz w następnym spotkaniu z Jezusem.

To spotkanie miało miejsce gdy Jezus przyszedł nad jezioro Genezaret, aby nauczać. Wszedł do łodzi Szymona i stamtąd nauczał ludzi. I jak podaje św. Łukasz: "Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: <Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów> A Szymon odpowiedział: <Mistrzu całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci> Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: <Odejdź ode mnie Panie, bo jestem człowiek grzeszny.> I jego bowiem i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: <Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił>."(Łk 5,4-10) Szymon Piotr wyznaje, że dla niego Słowo Jezusa jest słowem Mistrza. Wydaje się on tutaj być człowiekiem, który już doświadczył tego, że Słowo Jezusa ma moc przemiany jego serca a być może i sytuacji braku połowu ryb. Dlatego zarzuca sieci. Jednak to co się potem stało, było wstrząsające dla Piotra i jego wspólników, którzy byli przecież doświadczonymi rybakami. Gdyby tak obfity połów ryb w sposób naturalny mógł się wtedy wydarzyć, nie byliby aż tak zdumieni. Piotr wręcz zaczyna się bać i prosi Jezusa: –odejdź ode mnie Panie, bo jestem człowiek grzeszny.– Już nie mówi Mistrzu, mówi – Panie. (Być może myślał:: Panie, któremu jak widzę posłuszna jest przyroda). Piotr zaczyna sobie zdawać sprawę, że moc Jezusa przewyższa jego zrozumienie, czuje się niegodny by przebywać w Jego towarzystwie, jest przecież zwykłym, uwikłanym w grzechy człowiekiem. I właśnie do tego, uwikłanego w grzechy człowieka Jezus powiedział wcześniej: "Ty będziesz nazywał się Piotr (Skała, Opoka)", a teraz mu mówi: "Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił". Potem te same słowa skieruje Jezus do wszystkich czterech współpracujących ze sobą rybaków: Szymona, jego brata Andrzeja i dwóch braci z sąsiedniej łodzi: Jakuba i Jana. Powie im: "Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi."(Mt 4,19)

Szymon już wie, że Jezus powołuje go jako grzesznika, żeby był Piotrem, czyli Skałą i Opoką i żeby łowił ludzi. Jezus zaraz na początku wskazuje na to, że to On uczyni Piotra i jego towarzyszy rybakami ludzi. "Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi."(Mt 4,19) Piotr nie musi się martwić. Całe dzieło należy do Jezusa. Jednak żeby dokonało się ono w nim, w Szymonie, potrzeba jest aby poszedł on za Jezusem. To znaczy , aby Mu zaufał i pozwolił się poprowadzić tak jak Jezus chce. Człowiek staje się tym kim ma być wtedy, gdy podejmuje współpracę z Bogiem, kiedy pozwala by Bóg go kształtował według swojego zamysłu. Przez proroka Jeremiasza Bóg mówi: "Oto bowiem jak glina w ręku garncarza, tak jesteście wy, domu Izraela w moim ręku."(Jr 18,6b) Chodzi o to, by być w ręku Boga jak glina w ręku garncarza. Człowiekowi zdarza się jednak często zapominać kim naprawdę jest . Przez proroka Izajasza Bóg apeluje do rozumu, który nam dał: "Czyż powie glina , temu co ją kształtuje: co robisz? Albo jego dzieło powie mu: Niezdara! (...) To mówi Pan, Święty Izraela i jego Twórca: Czyż wy mnie będziecie pytać o moje dzieci i dawać mi rozkazy co do dzieła rąk moich?" (Iz 45, 9b – 11)

Szymon Piotr poszedł za Panem. Jednak jego współpraca z Jezusem była dość burzliwa, bo Szymonowi często zdarzało się zapominać, że ma być jak glina w ręku garncarza, po to by uzyskać efekt ostateczny czyli stać się Piotrem Opoką, który będzie łowił ludzi.

3.Szymon Piotr ma być napełniony mocą Boga.
Zamysłem Boga wobec Piotra było to, by został on napełniony mocą Boga, aby mocą Boga łowił ludzi. Zobaczmy jak Piotr jest tutaj kształtowany przez Jezusa. Pan Jezus uczy Piotra, że nie może on opierać się na własnych siłach, bo te są bardzo zawodne. Piotr, tak jak każdy uczeń Chrystusa, ma być napełniony siłą i mocą, ale ta siła i moc mają być z Boga. Piotr powoli przekonuje się, że sam z siebie nie ma żadnej siły ani mocy. Kiedy Jezus pyta swoich apostołów za kogo oni Go uważają, Piotr odpowiada: "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego"(Mt 16,16) Piotr wyznaje w ten sposób, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Boga według natury, czyli wyznaje wiarę w Bóstwo Jezusa. Jezus jest wzruszony tą odpowiedzią Piotra. To poznanie tajemnicy Jezusa, które wypowiada Piotr nie może być owocem przemyśleń człowieka. Ono przychodzi wyłącznie z wysoka. Dlatego Jezus mówi do Piotra: "Błogosławiony jesteś Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie." (Mt 16,17) Zauważmy i my w sobie wiarę. Jest w nas wiara w to, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Boga równym Ojcu, że jest naszym Bogiem i Zbawicielem. Ta wiara, to nie jest owoc naszych przemyśleń. To Bóg Ojciec objawia w nas prawdę o swoim Synu. I do nas Jezus dzisiaj mówi: "Błogosławiona jesteś, błogosławiony jesteś, albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój który jest w niebie.– Zarówno Piotr jak i my doświadczamy tego, że wiara jest łaską. Siła i moc wiary pochodzi z Boga a nie z nas. (Nasza wiara w obecność Jezusa w Eucharystii. Dar Ojca, nie owoc naszych przemyśleń) Kiedy Jezus spożywa Ostatnią Wieczerzę ze swoimi uczniami mówi im o tym, że jest to ich ostatnia Pascha zanim będzie cierpiał. Mówi, że Jego Ciało zostanie wydane i Krew przelana. Wie, że jest to bardzo trudna próba wiary w Niego dla wszystkich jego uczniów i zapowiada, że nawet oni, ci najbliżsi zwątpią w Niego tej nocy. Wtedy Piotr pewien swojej miłości do Nauczyciela mówi: "Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię." (Mt.26,33) Po czym słyszy odpowiedź Jezusa: "Zaprawdę powiadam Ci; jeszcze tej nocy zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz." (Mt 26,34), ale pomimo to dalej zapewnia: "Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie."( Mt 26,35) Piotr w tym momencie tak bardzo zaufał swoim własnym uczuciom, że już przestał wierzyć w to co Jezus mówi. To jest tak jakby Mu powiedział; Panie, ja znam siebie lepiej, nie wierzę Ci, wierzę sobie. Myślę, że nie ma się co dziwić Piotrowi i innym apostołom, którzy też zapewniali Jezusa, że pozostaną Mu wierni. My często też tak wierzymy własnym uczuciom, że w przypływie emocji obiecujemy Bogu różne wspaniałe rzeczy. Co z tego potem wychodzi, to można by sobie zadać trochę trudu i przyjrzeć się, jak to wyglądało w naszym życiu. Tym jednak co mnie rzeczywiście zadziwia w tej rozmowie Jezusa z Piotrem są takie słowa, które skierował On do Piotra: "Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę; ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci."(Łk 22, 31–32) Pamiętamy, że Jezus mówi to do Piotra, o którym wie, że ten za kilka godzin ucieknie ze strachu z Ogrodu Oliwnego, żeby nie zostać pojmanym razem z Jezusem. Mówi to do Piotra, który jeszcze tej nocy będzie się zaklinał i przysięgał, że Go nie zna. W jaki sposób zatem Piotr ma utwierdzać braci w wierze? Podpowiedzią dla mnie są tutaj słowa Jezusa: "Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara" Piotr, który rzeczywiście całkowicie wyparł się tej nocy Jezusa doświadcza tego, że jest wciąż podtrzymywany przez Jego modlitwę, że Jezus kocha go w sposób wierny i niezmienny, pomimo zadanego bólu. I on się na tej wierności i modlitwie Jezusa może oprzeć. Stąd ma czerpać moc wiary. Już wie, że nie ma jej sam z siebie. To jest tak jakby mówił: Ja przez Niego, przez Chrystusa i dlatego, że jestem zanurzony w Nim zachowuję wierność Bogu. Wierzę już nie sobie ale Bogu, nadzieję pokładam nie w sobie ale w Bogu. Dlatego jest we mnie moc Boga do tego by łowić ludzi". I tego będzie uczył innych, aby nie ustała w nich wiara. Napisze wyraźnie w swoim pierwszym liście: "Wyście przez Niego uwierzyli w Boga, który wzbudził Go z martwych i udzielił Mu chwały, tak że wiara wasza i nadzieja są skierowane ku Bogu." (1P 1,21)

4.Moc Boga jest Miłością.
Jezus – Syn Boży, pełen mocy Boga, głosił Ewangelię i przyciągał do Siebie tłumy ludzi, po to by Ci ludzie, którzy do Niego przychodzili mogli doświadczyć miłości Ojca. Jego zamiarem było także i to, by uczniowie, których wybrał także "łowili ludzi" dla Ojca. Już teraz całkiem jasne staje się to, że łowienie ludzi miało być po to, żeby ci "złowieni" odczuli, że są ukochani przez Boga, że Ojciec się o nich troszczy, że ma dla nich Niebo, a początek tego Nieba jest już tu na ziemi, odkąd Jezus przyszedł na świat. Dlatego Pan Jezus posyłając uczniów najpierw, jak pisze św. Mateusz: "..udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości"(Mt.10,1 a potem polecił im: "Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie." (Mt 10,7–8) Tym darem, który otrzymali darmo jest oczywiście moc Boga, udzielona dla zbawienia człowieka. Jezus udzielił tej mocy dwunastu apostołom, a potem jeszcze innym 72 uczniom. Kiedy wróciło tych 72, z radością oznajmili Jezusowi: "Panie, przez wzgląd na Twoje Imię, nawet złe duchy nam się poddają."(Łk 10,17) Jednak Jezus kieruje ich radość w innym kierunku. Mówi: "... nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie."(Łk 10,20) Wygląda na to, że Pan Jezus nie powołuje uczniów po to by żyli w poczuciu odnoszenia sukcesów i posiadania władzy. Powodem radości Apostoła nie ma być odniesienie sukcesu w działaniu dla Pana, ani poczucie władzy i zwycięstwa nad złem. Jezus mówi: "Cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie". Bo okazuje się, że komuś może wydawać się, że działa mocą Boga, a tak naprawdę jest poza Bogiem. Św. Mateusz przekazuje nam takie słowa Pana Jezusa na ten temat: " Nie każdy, który mi mówi: <Panie, Panie> wejdzie do Królestwa Niebieskiego, lecz ten kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie mi w owym dniu: <Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie czyniliśmy wielu cudów mocą twego imienia?> Wtedy oświadczę im: <Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości>."(Mt 7,21–23) W takim razie moc Boga, to nie czynienie cudów, to nie uzdrawianie chorych i wskrzeszanie umarłych. Moc Boga tym wszystkim nie jest. Dlatego, że : Moc Boga to Miłość.
Jezus nie uzdrawiał chorych ani nie uwalniał od złych duchów, po to by pokazać, że ma taką moc. On to czynił ponieważ kochając ludzi głęboko współodczuwał z każdym człowiekiem jego poniżenie, cierpienie, uwikłanie w zło. A współoczuwał do tego stopnia, że brał to wszystko na siebie, aby uwolnić tych których kochał. To nie moc pochyliła się nad teściową Piotra aby uwolnić ją z choroby. Zrobiła to serdeczna, odczuwająca jej cierpienie miłość serca Jezusa. To jest tak jakby powiedział: – Ja biorę to Twoje cierpienie, tę chorobę na siebie, bylebyś tylko ty była zdrowa. (Jak Matka, która patrzy na swoje chore dziecko i wolałaby raczej sama być chora, byle tylko ono mogło być zdrowe). To o tej miłości Jezusa powiedział wcześniej Bóg przez proroka Izajasza: "Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści.(...) Był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła nań chłosta zbawienna dla nas a w Jego ranach jest nasze zdrowie." (Iz 53,4–5) Moc Boga to Miłość, która bierze na siebie wszelkie zło w które uwikłany jest człowiek, wszelkie choroby, cierpienia, poniżenia i śmierć, byle tylko uwolnić od zła swoich ukochanych. I zwycięża. I okazuje się, że to właśnie jest bardzo trudno przyjąć człowiekowi. Przyjąć taką właśnie Bożą moc, która jest miłością ofiarującą siebie dla uwolnienia i szczęścia tych, których kocha. A taką mocą mieli być napełnieni Apostołowie i taką mocą miał być napełniony Piotr, po to by łowić ludzi tak jak chce tego Chrystus. Piotr miał ogromne trudności by to przyjąć. – Kiedy Jezus zapowiadał swoim uczniom, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie, wtedy Piotr : "..wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie."(Mt 16,22). Piotr myśli po ludzku. Myśli, że nie może cierpieć i umrzeć ten który zbawia świat od zła. Jeśliby zginął, to wtedy dla Piotra oznaczałoby to zwycięstwo zła nad Jezusem A on wierzy, że Jezus jest Zwycięzcą nad złem. Stąd te słowa: "Panie, nie przyjdzie to nigdy na Ciebie" Jezus jednak myśli tak jak Ojciec. Któregoś dnia wyraził to w ten sposób: " "Ja jestem Dobrym Pasterzem. Dobry Pasterz daje życie swoje za owce.(...) Ja życie moje oddaję(...) Nikt mi go nie zabiera, lecz ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać." (J 10,11.17b.18a.) Piotr nie rozumie tej mocy Boga, która z miłości oddaje wszystko, oddaje życie. Jeszcze nie myśli jak Jezus. Dlatego słyszy odpowiedź Pana: "Zejdź mi z oczu szatanie. Jesteś mi zawadą, bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki."(Mt 16,23) Piotr nie ma być zawadą w rozprzestrzenianiu się Królestwa Bożego na ziemi. On ma być tym, który będzie ludzi łowił do tego Królestwa. Dlatego potrzebuje nauczyć się myśleć na sposób Boży. I nauczy się. Miłość Boga tak wypełni jego serce, że w końcu sam odda życie jak jego Nauczyciel. Odda je z miłości do Boga i do tych owiec, które do Boga należą a jemu zostały powierzone tu na ziemi. A kiedy je odda to nie będzie koniec, wtedy wejdzie w pełnię Życia. I doświadczy tego o czym św. Paweł napisał: "ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują."(1Kor 2,9) Zanim to się jednak stanie teraz jeszcze Piotr uczy się tego czym jest moc Boga. W ogrodzie Oliwnym, kiedy Jezus rozpoczynał swoją modlitwę odczuwał smutek i trwogę. Drżał i pogrążony był w udręce – przeżywał przecież w sobie słabość i udręki wszystkich ludzi. A modlił się o to by wypełniła się wola Ojca. Jezus pogrążony w cierpieniu za nas, ale pełen mocy płynącej ze zjednoczenia z Ojcem wyszedł naprzeciw tych, którzy przyszli by Go pojmać." Judasz otrzymawszy kohortę oraz strażników od arcykapłanów i faryzeuszów, przybył tam z latarniami, pochodniami i bronią. "(J 18,3) Apostołowie Jezusa byli blisko, Piotr był blisko i widział co się dalej działo. Widział, że Jezus poddaje się temu wszystkiemu, że się nie broni. Piotr zareagował po ludzku. Skoro oni przyszli z bronią , pełni nienawiści, to on też odpowiedział nienawiścią. Św. Jan opowiada o tym w ten sposób: "Wówczas Szymon Piotr mając przy sobie miecz, dobył go, uderzył sługę arcykapłana i odciął mu prawe ucho."(J 18,10) To jest ludzki sposób reagowania. Bóg i Jego moc, która jest Miłością reaguje inaczej. I Piotr to zobaczył i usłyszał. Usłyszał słowa Jezusa: " Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam pić kielicha, który mi podał Ojciec?"(J 18,11). A zobaczył, że Jezus dotknął ucha zranionego przez niego człowieka i uzdrowił go. Jezus postąpił zgodnie z tym czego nauczał: " Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym którzy was nienawidzą."(Łk 6,27) To jest moc Boga, to po ludzku nie jest możliwe. Ale i ta moc Boga ogarnęła w końcu Piotra. Kiedy to się stało?

5. Duch Święty daje Piotrowi moc łowienia ludzi z miłością.
Było to wydarzenie, które Jezus obiecał swoim uczniom wstępując do nieba, po swoim zmartwychwstaniu. Powiedział im wtedy, że: "wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym.(...)gdy Duch Święty zstąpi na was otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei i w Samarii i aż po krańce ziemi."(Dz 1,5–7) I rzeczywiście, kiedy Duch Święty zstąpił i moc miłości Boga ogarnęła Piotra i wszystkich uczniów którzy tego oczekiwali, Piotr faktycznie stał się świadkiem Chrystusa. Zwrócił się najpierw do tych, którzy byli nieprzyjaciółmi Pana. Ale zwrócił się do nich nie z mieczem, jak poprzednio, ale z miłością Jezusa i z dobrą nowiną, z Ewangelią. Św. Łukasz w Dziejach Apostolskich tak o tym pisze:
" Wtedy stanął Piotr razem z jedenastoma i przemówił do nich donośnym głosem: Mężowie Judejczycy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy, przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów. (...) Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża (...) przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim,(...) Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg a my wszyscy jesteśmy tego świadkami. Wyniesiony na prawicę Boga, otrzymał od Ojca obietnicę Ducha Świętego i zesłał Go, jak to sami widzicie i słyszycie." (Dz 2,14 – 33) Duch Święty tak rozpalił miłością Boga serce Piotra, że nawet kiedy wypowiadał te trudne słowa: "Jezusa...zabiliście" , to nie słychać było w tym wyrzutu, ale miłość, która chce ratować tych którzy poddali się nienawiści. Myślę, że to dlatego, że poczuli się kochani "...przejęli się do głębi serca: Cóż mamy czynić, bracia?– zapytali Piotra i pozostałych Apostołów. Nawróćcie się – powiedział do nich Piotr° i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego. Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych i dla wszystkich, którzy są daleko i których powoła Pan Bóg nasz." (Dz 2,37–39) Piotr i wszyscy inni Apostołowie głosili Dobrą Nowinę o Chrystusie, a Moc Ducha Świętego objawiała się przez nich nie tylko w głoszonym Słowie, ale także poprzez znaki, które jej towarzyszyły. Byli świadkami Jezusa zmartwychwstałego, którego Miłość obecna w nich pochylała się nad ludzkim cierpieniem. To dlatego Piotr i Jan, gdy któregoś dnia przy wejściu do Świątyni zobaczyli chorego człowieka, który nie mógł chodzić od urodzenia i usłyszeli, że prosi ich o jałmużnę zatrzymali się i popatrzyli na niego z miłością. I to z pewnością Miłość Jezusa skłoniła Piotra do tego by powiedział: "Nie mam srebra ani złota, ale co mam to ci daję. W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź! I ująwszy go za prawą rękę podniósł go. A on natychmiast odzyskał władzę w nogach i stopach.(...) "i wszedł z nimi do świątyni, chodząc, skacząc i wielbiąc Boga."(Dz 3,6–8) Oczywiście ludzie od razu się zbiegli zdumieni i zachwyceni tym co się stało. I tutaj Piotr, którego Jezus uczynił, tak jak obiecał rybakiem ludzi od razu zaczyna ich łowić wypowiadając słowa, które mogą skierować ich serca ku Zbawicielowi. Piotr powiedział: "Mężowie izraelscy! Dlaczego dziwicie się temu? I dlaczego także patrzycie na nas, jakbyśmy własną mocą lub pobożnością sprawili, że on chodzi?"(Dz 3,12) Piotr nie chce, żeby ludzie zatrzymywali się na nim, on wie że to dobro które się stało zostało uczynione przez Jezusa, który zmartwychwstał i żyje. Chce, żeby tak jak ten przed chwilą uzdrowiony człowiek wielbili Boga w Jezusie Chrystusie. Dlatego mówi im o Jezusie i o tym, że to właśnie dla nich Jezus umarł i zmartwychwstał, aby ich uwolnić od grzechów i napełnić mocą Ducha Świętego. Wielu uwierzyło. Ale byli tacy, którym się to nie spodobało. Kapłani świątyni i saduceusze byli oburzeni, że Apostołowie głoszą zmartwychwstanie umarłych w Jezusie. Dlatego ich zamknęli i trzymali pod strażą a potem zebrali się razem z uczonymi i arcykapłanami, aby ich przesłuchać. Razem z Apostołami był też ten uzdrowiony przed chwilą człowiek. Ciekawe jest zobaczyć jak to przesłuchanie wyglądało. Najpierw padło pytanie do apostołów: "Czyją mocą albo w czyim imieniu uczyniliście to?"(Dz 4,7) Pamiętamy, że pytają o to ci sami, którzy nie tak dawno temu doprowadzili do śmierci Jezusa i na zawsze chcą wykreślić to Imię z pamięci ludzi. Może myśleli, że Piotr i Jan się przestraszą i wyprą się wszystkiego. Gdyby Apostołowie byli sami, to pewnie by tak było. Ale oni żyją teraz zanurzeni w Duchu Świętym. Duch Święty przypomina im, co zapowiadał Jezus: "Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa."(Łk 21,12–13) "Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca Waszego będzie mówił przez was"(Mt.10,19-20) No i właśnie ta sposobność się nadarzyła. Postawione im pytanie wprost zachęca do tego by głosić wszystkim tam zebranym moc Imienia Jezus i dawać świadectwo o tym , że właśnie On jest Zbawicielem. W dodatku jeszcze obok stoi człowiek, który tego zbawienia od Zmartwychwstałego Jezusa bezpośrednio na sobie doświadczył. Dlatego Piotr napełniony Duchem Świętym właśnie to wszystko ogłasza. Nie wie co go za to spotka, pamięta co spotkało Jezusa, ale nie boi się. Ta odwaga Apostołów, którzy byli prostymi i nieuczonymi ludźmi zadziwia przełożonych ludu i starszych. Nas też może zadziwić ponieważ pamiętamy zachowanie Piotra kiedy zaparł się swojego nauczyciela na dziedzińcu Arcykapłana. Zaparł się wobec kobiety, która prawie nic tam nie znaczyła, a teraz głośno świadczy o Jezusie wobec tych ludzi, którzy doprowadzili do skazania Go na śmierć. Piotr jest napełniony Duchem Świętym, dlatego przestał bać się ludzi. Duch Święty poucza go o prawdzie. A prawda jest taka, że arcykapłan jest tak samo człowiekiem jak Piotr, nie jest bogiem którego Piotr musiałby się bać. Stąd , kiedy Piotr usłyszy, że zakazują im przemawiać w Imię Jezusa odpowie razem z Janem, apelując do ich rozsądku: " Rozsądźcie, czy słuszne jest w oczach Bożych bardziej słuchać was niż Boga? Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli."(Dz 4,19–20) Odwaga Apostołów jest odwagą słuchania Boga. A jeśli człowiek naprawdę doświadczy zbawienia, to nie jest możliwe żeby o tym milczał. Kiedy spotyka człowieka tak ogromna radość, poczucie szczęścia , wyzwolenia i ukochania przez Boga, to nie można tego nie wykrzyczeć światu, bo inaczej człowiek by udusił się, albo pękł. Pragnienie, aby inni doświadczyli takiego samego zbawienia i chęć przyjścia im w tym z pomocą jest absolutną koniecznością życiową. To dlatego Piotr z Janem mówią: "Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli." To dlatego też ten uzdrowiony przez Zmartwychwstałego Jezusa chromy człowiek, kiedy Piotr podniósł go za rękę i w Imieniu Jezusa kazał chodzić, nie tylko chodził ale skakał i głośno wielbił Boga. Inaczej się nie dało. To wydarzenie zakończyło się tak, że tym razem Apostołów wypuścili. Następne spotkanie z Sanhedrynem zakończyło się inaczej: "A przywoławszy Apostołów kazali ich ubiczować i zabronili im przemawiać w imię Jezusa, a potem zwolnili. A oni odchodzili sprzed Sanhedrynu i cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla imienia Jezusa. Nie przestawali też co dzień nauczać w świątyni i po domach i głosić Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie." (Dz 5,40–42)

Propozycja na czas modlitwy osobistej

Proponuję podjąć rozważenie właśnie tego wydarzenia uzdrowienia chromego przy bramie świątyni (Dz 3,1–11) "Gdy Piotr i Jan wchodzili do świątyni na modlitwę o godzinie dziewiątej, wnoszono właśnie pewnego człowieka, chromego od urodzenia. Kładziono go codziennie przy bramie świątyni, zwanej Piękną, aby wstępujących do świątyni prosił o jałmużnę. Ten, zobaczywszy Piotra i Jana, gdy mieli wejść do świątyni prosił o jałmużnę. Lecz Piotr wraz z Janem przypatrzywszy się mu powiedział: <Spójrz na nas.> A on patrzył na nich, oczekując od nich jałmużny. <Nie mam srebra ani złota – powiedział Piotr – ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!> I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go. A on natychmiast odzyskał władzę w nogach i stopach. Zerwał się i stanął na nogach i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, chodząc, skacząc i wielbiąc Boga. A cały lud zobaczył go chodzącego i chwalącego Boga. I rozpoznawali w nim tego człowieka, który siadał przy Pięknej Bramie świątyni, aby żebrać i ogarnęło ich zdumienie i zachwyt z powodu tego co go spotkało. A gdy on trzymał się Piotra i Jana, cały lud zdumiony zbiegł się do nich w krużganku, który zwano Salomonowym." Możemy wyobrazić sobie całe to zdarzenie.
Zobaczyć tego chorego człowieka, który ma ponad 40 lat i jeszcze nigdy nie chodził. Zgodnie z przepisami strzegącymi świętości świątyni chromi i niewidomi (i wszyscy inni fizycznie upośledzeni) byli rytualnie nieczyści i nie mieli prawa wstępu do świątyni. (Kpł 21,18). Człowiek ten jest chromym od urodzenia, co znaczyło by że jak dotąd nigdy nie przekroczył progów świątyni.
Spróbować wczuć się w jego sytuację. –Jak mógł wyglądać jego zwyczajny dzień? –Co mogło być dla niego najtrudniejsze, najbardziej bolesne i przykre w życiu?
A potem zobaczyć Piotra który usłyszał prośbę o jałmużnę i przypatruje się temu człowiekowi.– Jakie jest to spojrzenie Piotra na chorego człowieka? –Co odczuwa Piotr?
Ten chory człowiek nawet na nich nie patrzy, robi to dopiero w odpowiedzi na wyraźną prośbę Piotra. A kiedy spojrzy, w spojrzeniu widać, że oczekuje od nich jałmużny. Nie ma nadziei na przemianę życia. A może ta nadzieja zaczyna się w nim budzić pod wpływem spojrzenia Piotra? Bo Piotr jest pełen wiary w moc przemiany, której może dokonać Jezus. Piotr wie, że otrzymał od Jezusa dar uzdrawiania chorych, więc daje, nie pieniądze, ale to co ma.
Spróbujmy zobaczyć Piotra, który w Imię Jezusa każe temu człowiekowi wstać, podaje mu rękę, aby mu pomóc i zachęcić. –Co odczuwa ten człowiek kiedy po raz pierwszy w życiu doświadcza, że stoi na własnych nogach? –zobaczmy jego radość i sposób zachowania, jak chodzi, skacze i wielbi Boga.
Popatrzmy na Piotra i Jana, co oni czują patrząc na tego uzdrowionego człowieka? –Jak się zachowują?
Porozmawiajmy z Panem Jezusem o tym co przeżyliśmy podczas tej modlitwy. Może pojawią się w nas jakieś uczucia, pragnienia, które chcielibyśmy Mu powierzyć.
Może sami zobaczymy, że potrzebujemy zbawienia od Niego w jakiejś konkretnej sprawie naszego życia. Wtedy prośmy Go z wiarą o to zbawienie.
Może odczujemy, że chcielibyśmy tak jak Piotr łowić ludzi dla Jezusa. Wtedy pytajmy Ducha Świętego jakim darem do łowienia ludzi nas obdarował? Piotr miał dar czynienia cudów, miał też dar głoszenia Dobrej Nowiny o zbawieniu taki, że tysiące ludzi się nawracało.
My możemy mieć też takie albo inne dary Ducha. Św. Paweł w 1Kor 12,4–11 wyjaśnia nam:
" Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch, różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan, różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla wspólnego dobra. Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości Słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania w jednym Duchu, innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu dar rozpoznawania duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków. Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak jak chce."
Św. Paweł nie wyczerpał tu całej listy darów Ducha Świętego, wymienił tylko niektóre.
Nie musimy więc koniecznie mieć któregoś z tych wymienionych, może otrzymaliśmy od Ducha Świętego jakiś inny.
W każdym razie zawsze będzie to Miłość. Ale ta miłość Boga może przejawiać się w każdym z nas w inny sposób. Wierzę, że Bóg, gdy Go będziemy prosić, pokaże nam co jest w nas tym darem Jego miłości, którym możemy pociągać ludzi do Niego, do Boga.
----------------








[Główna] [Powrót]