JEDNOŚĆ




JEDNOŚĆ PONAD WSZYSTKO
Małgorzata Stuła-Topolska

"Jedność ponad wszystko! Niewiele znaczą dyskusje, zagadnienia, nawet najbardziej pobożne tematy, jeśli nie damy życia Jezusowi pośród nas.... Jedność trzeba utrzymać za wszelką cenę" – pisała Chiara Lubich. Sam Jezus modli się za nas nieustannie: aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty mnie posłał (J 17, 21). Jak wiemy, jest to zdanie z testamentu Pana Jezusa, przekazanego w chwili, kiedy żegnał się z uczniami. W takich momentach ludzie mówią sobie rzeczy najważniejsze. A Jezus modlił się za nas do Ojca, abyśmy, tak jak Oni, stanowili jedno. Po co? Aby świat uwierzył. Bez świadectwa jedności nie ma wiary. Jedność jest naszym obowiązkiem, jest podstawą skutecznej ewangelizacji. Jedność już sama w sobie jest ewangelizująca. Gdzie są dwaj, albo trzej zebrani w imię moje, tam Ja jestem pośród nich."(Mt 18,20) W naszym życiu trzeba dać Jezusowi obecnemu pośród nas, zawsze pierwsze, uprzywilejowane miejsce.. Wtedy bowiem wszystko, co robimy ma wartość, jeśli Jezus jest pomiędzy nami i nic nie ma wartości, jeśli pomiędzy nami nie ma Jezusa. Św. Atanazy stosuje te słowa św. Mateusza również do tych, którzy są od siebie oddaleni, lecz zjednoczeni duchowo. Kiedy żywimy te same uczucia i wznosimy te same modlitwy, żadna odległość nie może nas rozdzielić, ponieważ Pan jednoczy nas i wiąże najściślej ze sobą. Bowiem, gdzie dwaj albo trzej gromadzą się w Jego imię, On sam jest obecny pośród nich , tak jak obiecał. Jezus pomiędzy nami jest nauczycielem, ojcem, przewodnikiem. Tu na ziemi żyjemy włączeni do Kościoła walczącego. Nie możemy prowadzić wojny bez broni, celu. Bronią jest Chrystus , który żyje przez doskonałą jedność pomiędzy nami. Celem– "ut omnes unum sint". Każdego człowieka , którego spotykamy w drodze, musimy uważać za kandydata do jedności.: Bóg pragnie go widzieć w Kościele doskonale zjednoczonego z braćmi. To jest największe pragnienie Jezusa. Jezus nasz wzór nauczył nas 2 rzeczy, które są w jednym: być dziećmi jednego Ojca i być braćmi jedni dla drugich.


SKĄD TA JEDNOŚĆ?

W Katechizmie Kościoła Katolickiego możemy przeczytać, że Ojciec nieustannie rodzi Syna, hojnie obdarowując Go miłością bezinteresowną i daje Mu dar miłowania. A Syn oddaje Mu tę miłość też zupełnie bezinteresownie, z ogromną wdzięcznością. Tą miłością między nimi jest Duch Święty. Święty Augustyn posuwa się dalej i mówi, że Duch Święty jest sumą miłości, jest jednością tej miłości. Duch Święty jednoczy nas w Ojcu i w Jezusie Chrystusie, ponieważ jest uosobioną miłością, która jednoczy ich Obu. Nas wszystkich również jednoczy w tajemnicy Trójcy Świętej. "Stworzył więc człowieka na swój obraz". (Rdz 1,27). Bóg nas stworzył na swój obraz i podobieństwo, a On istnieje w Trójcy Osób. Trójca Święta jest jednością, toteż Bóg nas stworzył, abyśmy i my byli jednością. Więc potrzeba przynależności, afirmacji, współuczestnictwa z innymi ludźmi jest wpisana w naszym sercu jako potrzeba i prawo naturalne, nie tylko religijne. Ona pochodzi z serca Ojca, który nas takimi stworzył. To są elementy konstruktywne naszej psychiki. Dlatego łączymy się w różne grupy, stowarzyszenia, związki. Istnieje też duchowa podstawa tej łączności: "Bóg nazwał nas swymi dziećmi i rzeczywiście nimi jesteśmy."(1J 3,1). On nas usynowił w Chrystusie – każdego z nas. Prezentem od niego są relacje dzieci Bożych do Ojca i między sobą . Stworzył nas jako swoje dzieci, więc nie jesteśmy wolnymi elektronami, które gdzieś tam sobie biegają – dzieci tworzą rodzinę. A w rodzinie Bożej dzieci nie mogą być dla siebie obce. To dlatego Pan Bóg obdarzył nas jednością, która płynie z serca. Niby oczywiste, ale czy naprawdę mamy poczucie, że wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Ojca? "Z miłości przeznaczył na dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa wg postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą nas obdarzył w Umiłowanym". Ef 1,5–6). Śpiewamy w znanej z częstochowskiego spotkania młodych z Janem Pawłem II piosence: "wszyscy jesteśmy braćmi, jesteśmy jedną rodziną". "Osoba ludzka potrzebuje życia społecznego. Nie jest ono dla niej czymś dodanym, jest wymaganiem jej natury. Przez wymianę z innymi, wzajemną służbę i dialog z braćmi człowiek rozwija swoje możliwości i w ten sposób odpowiada na swoje powołanie."(KKK 1879) Jedną z najgłębszych trosk Chrystusa było przywrócenie jedności. Grzech z natury rzeczy dzieli ludzi i wprowadza podejrzliwość, a także rozłam. Jest to rozłam w sercu osoby popełniającej zło i w środowisku, w którym zostało popełnione. Z powodu grzechu nie doświadczamy tego ideału jedności, która wypływa z Serca Ojca i przelewa się na nas. Ale jak mówi św. Paweł: Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska (Rz 5, 20). Łaska rozlała się także na nasze grzechy powodujące podziały – a wiemy, że jest ich bardzo wiele. Biorą swój początek z grzechu pierworodnego, następnie z naszych słabości, naleciałości środowiskowych, z grzechu osobistego i z ataków kusiciela. Wszystkie one powodują podziały, stąd nie potrafimy trwać w jedności. To jest rzeczywistość ludzka, rzeczywistość Kościoła i Odnowy. "Nasza obecna polska rzeczywistość jest stanem głębokiego kryzysu jedności. Współczesny człowiek nie pojmuje elementarnej wartości jedności, dlatego dzieli i rządzi, gdyż tak najłatwiej odnosić przemijające sukcesy. Tylko, że takie pojmowanie sprawy prowadzi do tworzenia wielkiego systemu egoizmu, który łatwo jest uruchomić, ale bardzo trudno rozmontować."(Kard. Stanisław Dziwisz)

EKUMENICZNE PIĘTRO

Chciałabym tu dać świadectwo o moim przeżywaniu jedności. Odkąd pamiętam, w moim posługiwaniu, jeszcze w Ruchu Światło–Życie w latach siedemdziesiątych, Pan Bóg włączał mnie w dwie posługi – jedności i ewangelizacji. Działo się to jakby mimochodem i na początku było mało widoczne. Natomiast w latach dziewięćdziesiątych była to już posługa na rzecz jedności i ewangelizacji w trzech różnych rzeczywistościach, co bardzo dużo dało mi do myślenia. Pojechałam wtedy po raz pierwszy do Taizé. Tamtejszą wspólnotę stanowiło ponad 90 braci z kilkudziesięciu krajów całego świata, z kilkunastu wyznań. I oni byli jedno! Czuło się, że to jest miejsce obecności Boga na ziemi, dom Boga, skupiający rodzinę dzieci Bożych. Konsekwencją tego doświadczenia była posługa osoby kontaktowej, przygotowującej młodych na wyjazdy na międzynarodowe spotkania Taize w okresie noworocznym. Ale najważniejszym owocem tego pobytu było moje ekumeniczne, coraz większe zaangażowanie. Wraz z grupą międzywyznaniową pomagałam więc w ekumenicznych dniach j edności, pielgrzymkach, dorocznych ekumenicznych dniach kobiet. A piętro w moim dwupoziomowym mieszkaniu zostało dobudowane przez ekipę budowlaną... żony pastora ewangelickiego! Mam więc w swoim domu takie "ekumeniczne piętro". Poznałam też wielu księży różnych wyznań, miałam z nimi bardzo dobry kontakt. Bardzo lubiłam prywatne spotkania z nimi w domu pastora Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Wszyscy mieliśmy świadomość, że spotkaliśmy się w jakimś celu – z tych spotkań automatycznie zrodziła się ewangelizacja: konferencja ewangelizacyjna i jej transmisja. Robiliśmy to razem – przedstawiciele siedmiu wyznań! Wtedy pastor Kościoła Ewangelicko– Augsburskiego do tego stopnia obdarzył mnie zaufaniem, że podczas europejskiej satelitarnej transmisji konferencji Billy´ego Grahama dał mi swoją pieczątkę, abym z racji jego nieobecności za niego stemplowała foldery. Później był "Marsz dla Jezusa", na który też zapraszani byli przedstawiciele innych denominacji. Kiedyś pastor zaprosił do mnie w gości księdza prawosławnego i niemieckiego misjonarza ewangelickiego. Modliliśmy się razem i szukaliśmy wspólnych korzeni. Pan Bóg bardzo nam pobłogosławił – mocno czuliśmy, że jesteśmy w Nim jedno, mimo różnic, jakie są między nami. Na pewien czas, z racji moich innych rozeznanych potem zaangażowań musiałam zrezygnować z tej intensywnej pracy na rzecz ekumenizmu w mojej diecezji. Ale nie wycofałam się z niej całkowicie, zbyt mocno Jezus wpisał ją w moje serce. Obecnie myślimy o ekumenicznym świętowaniu Zesłania Ducha Świętego... W 2003 roku, jako przedstawiciel Krajowego Zespołu Koordynatorów Odnowy w Duchu Świętym byłam w Rzymie na międzywyznaniowym, międzynarodowym spotkaniu dotyczącym ewangelizacji jednoczącej się Europy organizowanym przez ICCRS. Bardzo przeżyłam to spotkanie, podczas którego gorliwie modliliśmy się o jedność Europy i szukaliśmy wspólnie dróg tej jedności. Byliśmy wtedy w Watykanie gośćmi w dykasterii do spraw jedności chrześcijan, prowadząc tam ożywioną dyskusję dotyczącą ważnych dla tej jedności kwestii. Na zawsze zapamiętam modlitwę nade mną trzech pastorów różnych wyznań i z różnych krajów ze wschodu i północy Europy, którzy wstawiali się za mnie, abym się stała gorliwym świadkiem pojednania...

POMIĘDZY RUCHAMI

Równolegle (na początku lat 90.) Bóg włączył mnie w posługę dla ruchów i stowarzyszeń Kościoła katolickiego. Ona w różnych formach trwa do dziś - polega na budowaniu jedności ruchów w diecezji. Na początku była nas piątka osób, przejętych ideą jedności. Zaczęliśmy się modlić, abyśmy mogli się razem spotykać i służyć w jedności dla Pana Jezusa. Z tej modlitwy zrodziły się najpierw luźne spotkania osób odpowiedzialnych, za różne ruchy i stowarzyszenia, lub zaangażowanych w nie, którym szczególnie zależało na budowaniu tej jedności. Owocem tych spotkań był kurialny Referat do Spraw Ruchów, a następnie Archidiecezjalna Rada Ruchów, Stowarzyszeń i Bractw Archidiecezji Częstochowskiej (w ubiegłym roku świętowała jubileusz dziesięciolecia). W gronie Rady znów zrodził się pomysł "Marszu dla Jezusa". I nawet osoby z ruchów nie mających pojęcia o ewangelizacji, bo zajmujących się działalnością społeczną czy charytatywną – po tym, jak mogły włączyć się w ten marsz (np. przygotowując stacje w mieście lub śpiewając piosenki) – stwierdziły:"To jest to! Nie umiemy tego robić, nie czujemy wezwania, ale będziemy was wspierać modlitwą". Później był "Marsz dla Ducha Świętego", który zgromadził 4 tysiące ludzi z różnych ruchów i stowarzyszeń. A w rezultacie przerodziło się to w Modlitwę za Miasto. Właśnie dlatego, że chcieliśmy o robić razem – w konsekwencji z jedności zrodziła się ewangelizacja... W latach 1998 – 2004 byłam członkiem Zarządu ARSiB i liderem ruchów ewangelizacyjnych. Obecnie jestem w gronie doradców Rady i odpowiadam za Diakonię Modlitwy za Miasto, która w różnych formach działa już 10 lat. Ta modlitwa, która zrodziła się w Częstochowskiej Radzie ruchów obejmuje też wiele miast w Polsce, a także w Niemczech, Szwecji, na Ukrainie i w Szwajcarii. Przyświeca nam motto:" Miasto, w którym ludzie umierają z głodu albo są bezbronni jest nieludzkie; lecz nieludzkie jest również miasto, a w którym nie jest obecna modlitwa jako ukryte światło."(Jean Danielou SJ).A cel wytycza rozeznane u początków słowo: "A nazwa miasta będzie brzmiała – Pan jest tam"(Ez 48,35b) W Ogólnopolskiej Radzie Ruchów Katolickich w czasie trwania w latach 2005 –2007 III Kongresu byłam odpowiedzialna za Kongres Ewangelizacyjny. Od 2008 r jestem członkiem Rady Programowej, odpowiadam też za diakonię ruchów ewangelizacyjnych pełniąc wśród nich posługę jedności na rzecz ewangelizacji. Aktywnie uczestniczy w jej pracach 40 osób z różnych ruchów. Jesienią planujemy kolejne spotkanie poświecone ewangelizacji Polski. Bardzo sobie cenię te posługi w ramach struktur Kościoła , właśnie ze względu na to, że bez naszej szeroko rozumianej jedności najpierw w sercach, a potem we wspólnie podejmowanych dziełach świat nie uwierzy, że Jezus jest Panem i Zbawicielem. Chrześcijanie nie mogą pokazywać światu, że "jeden jest Pawła, a drugi Appolosa". Miłość Chrystusa przynagla nas, abyśmy ją ukazywali światu, ramię w ramię pracując dla Bożego Królestwa.

POMIĘDZY NARODAMI

W latach 1994–1996 byłam zaangażowana wraz z moim mężem Mirkiem i przyjaciółmi w tworzenie Szkoły Ewangelizacji w Dursztynie, a później w Lanckoronie. Właśnie w Lanckoronie doświadczyłam, czym naprawdę jest ewangelizacja. Zjechaliśmy się tam z siedmiu naznaczonych komunizmem krajów Wschodu. Był nas około setki, najwięcej ludzi młodych. Na początku nie mogliśmy się w żaden sposób dogadać, tyle było między nami uprzedzeń Jedno co naprawdę łączyło te 7 narodów to był język rosyjski - i nic więcej. Wtedy angielski nie był jeszcze tak popularny i ten nie lubiany wszystkie kraje Wschodu rosyjski był dla nas wybawieniem. Wciąż ujawniały się antagonizmy nagromadzone przez wieki pomiędzy naszymi narodami. Pamiętam Litwina, który powiedział:"Czego dobrego można się spodziewać po Polakach, którzy nas kolonizowali przez tyle lat?"Litewskie podręczniki do historii Unię Polsko –Litewską pokazują jako ucisk Litwy przez Polaków. A Litwini rzadko zwracają uwagę na to, że dzięki temu wydarzeniu ich ojczyzna przyjęła wiarę chrześcijańską. Po paru dniach wspólnego pobytu przeżyliśmy coś ważnego – wieczór pojednania narodów. Ich przedstawiciele przepraszali się nawzajem za wyrządzone sobie w ciągu wielu wieków krzywdy. Kiedy do modlitwy wyszła Rosjanka, która przepraszała za winy Związku Radzieckiego – wszyscy byliśmy bardzo poruszeni. Po tym wieczorze coś w nas pękło, staliśmy się jak rodzina. Stworzyliśmy sobie międzynarodowy język, który był zlepkiem naszych 7 języków. Przeprowadzaliśmy wspólnie różne ewangelizacje w okolicach Lanckorony, w Zakopanem, a potem na wyjazdach misyjnych na Litwie, Łotwie, Ukrainie, Słowacji, w Rosji i w Czechach. Ze względu na rozmaitość środków wyrazu (często nowatorskich) i doskonałe przygotowanie uczestników szkoły, to była wyjątkowa ewangelizacja. Wtedy rzadko kto znał pantomimę i taniec ewangelizacyjny. Niewiele zespołów posługiwało się też filmem ewangelizacyjnym, a my mieliśmy wtedy szpulową wersję filmu "Jezus". Za ekran do jego projekcji służyły nam także ściany wiejskich domów. To była bardzo twórcza szkoła ewangelizacji, bo trzeba było wymyślać wiele rzeczy, które mogłyby być zastosowane w 7 wersjach językowych. Nasze merytoryczne przygotowanie do ewangelizacji uznawaliśmy za wielką wartość, ale pamiętam, jak ludzie do nas mówili: "Wszystko jest świetnie, ale najbardziej w was pociąga to, że chociaż widać, że jesteście z różnych krajów – to po prostu się kochacie!". Słysząc to, myślałam, że to trochę przesadne, taka tkliwość....Może tylko starsze panie tak myślą? I choć oceny te często się powtarzały, niespecjalnie dawałam im wiarę. Aż do ostatniego wieczora. Na wspólną agapę na zakończenie szkoły przyjechał Michał Jakubczyk – dziennikarz z "Listu". Chciał przeprowadzić wywiady z wieloma osobami, bo zależało mu na rzetelnych informacjach. Jednak z powodu agapy i przygotowań do wyjazdów misyjnych, nie bardzo mieliśmy dla niego czas. On jednak napisał artykuł, a mnie uderzyło jego końcowe zdanie: "Gdy późnym wieczorem wchodziłem w ostre zakręty drogi sprowadzającej mnie znów w Krakowską Dolinę, byłem pod dużym wrażeniem tych ludzi spotkanych w Lanckoronie. Może dlatego przyszły mi wtedy do głowy znane skądinąd słowa: Zobaczcie, jak oni się miłują!". Już nie miałam wtedy wątpliwości, że to o to chodzi. Nie o metodę, ale o miłość! I to jest prawdziwa ewangelizacja! A zaczęło się od wieczoru pojednania – od pokuty, wyznania win i przebaczenia...

SERCE JEDNOŚCI

Czy to możliwe, aby wybaczyć komuś ot tak po prostu? To wcale nie jest proste. Człowiek, który doznał zła, nosi w sobie poczucie krzywdy, niesprawiedliwości. W wymiarze czysto ludzkim, racjonalnym, przebaczenie jest absurdem i wykracza poza możliwości człowieka. Przebaczenie zawsze jest cudem, podarowanym przez Boga zranionemu sercu człowieka. Żyjąc tym cudem, choć rachunek zbrodni polsko – niemieckich i niemiecko – polskich jest nieporównywalny, w 1956 r. biskupi polscy powiedzieli: przebaczamy i prosimy o przebaczenie. Zmienili rachunek matematyczny na optykę Ewangelii, choć spotkało się to wówczas z wielką falą krytyki... Taka reakcja wydaje się bez sensu. Po ludzku powinniśmy reagować wg reguły oko za oko, ząb za ząb. Tę optykę zmienił Jezus. On mówi w Ewangelii:"miłujcie waszych nieprzyjaciół" ,"przebaczajcie 77 razy", czyli zawsze. To Chrystus zwraca nam uwagę na głębszy sens wybaczenia w życiu człowieka. Bardzo poruszyły mnie odwiedziny Jana Pawła II w więzieniu u Ali Agcy, człowieka, który przecież dokonał zamachu na jego życie. Tamten wcale o to nie prosił – Ojciec Święty sam przyszedł do niego i podarował mu przebaczenie. Nie wiemy, jak teraz wygląda życie tego człowieka, co zrobił z łaską przebaczenia, ale te odwiedziny na pewno były dla niego ważnym wydarzeniem. A papież ukazał nam wielki znak: ze zranionego i zmiażdżonego serca złączonego z najbardziej cierpiącym Sercem Jezusa – zawsze płynie przebaczenie. Ludzie w różny sposób nas traktują i gdy ktoś bardzo nas dotknie – czasem reagujemy ze wstrętem, z reguły też źle myślimy o takich osobach. Święta Faustyna pisze, że wtedy trzeba się odwołać do Jezusa i prosić Go, aby nas nauczył prawdziwej miłości. W jej Dzienniczku czytamy: "O Jezu mój, Ty wiesz, jakich potrzeba wysiłków, aby obcować szczerze i z prostotą z tymi, od których natura nasza ucieka; z tymi, którzy świadomie bądź też nieświadomie zadali nam cierpienie. Po ludzku jest to niemożliwe. Wtedy staram się odkryć więcej niż kiedykolwiek w tej osobie Pana Jezusa i dla tego Jezusa czynię wszystko dla danych osób. W takich uczynkach miłość jest czysta. Takie ćwiczenie się w miłości daje duszy hart i siłę. Niczego się nie spodziewam od stworzeń i dlatego nie doznaję żadnych zawodów. Wiem, że biedne jest stworzenie samo z siebie, więc czegóż się od niego spodziewać? Bóg jest mi wszystkim. Wszystko pragnę oceniać według Boga". Ta wielka mistyczka pisze, że nawet dla niej takie pojednanie było niemożliwe. Ono jest ewidentnym darem zranionego Serca Jezusa. To z rany Jego Serca płynie tak wielkie przebaczenie dla nas. W Kościele możemy się do niego ciągle odwoływać, ciągle prosić o takie odrodzenie – poprzez modlitwę arcykapłańską Jezusa, przez Jego Serce. Przypomnijmy sobie słowa litanii: "Serce Jezusa, Królu i zjednoczenie serc wszystkich..."Tu jest nasze zjednoczenie.

POWOŁANIE WSPÓLNOT

Przyglądając się życiu naszych wspólnot, uświadamiamy sobie tę prawdę: wspólnota jest moim krzyżem. Niczym innym. Jezus pokazał nam taką drogę i nie łudźmy się, że można do Niego dojść inaczej. Jean Vanier napisał, że jeśli wstępujemy do wspólnoty, nie wiedząc, że przychodzimy po to, aby odkryć tajemnicę przebaczenia – szybko się rozczarujemy. Przebaczenie jest sercem wspólnoty. O ile szczytem wspólnoty jest świętowanie i wszelka celebracja, zwłaszcza eucharystyczna – to jej sercem jest przebaczenie. I tak naprawdę przychodzimy do wspólnoty nauczyć się przebaczać i żyć w jedności. Prawda ta dotyczy także liderów i koordynatorów. Każdy z nas powinien być przykładem jedności i znakiem dla pozostałych. Innej drogi nie ma. Wzór pojednania i przebaczenia ukazuje pewna pedagogiczna teza Stefana Wernera: lider w swojej pracy na rzecz jedności i broniąc się przed agresją grupy, przed wylewaniem żalów na siebie może zrobić dwie rzeczy. Pierwsza to zaprzyjaźnić się z wszystkimi i okazywać im życzliwość – i to jest bardzo dobra droga. Druga to zorganizować wspólny cel, aby ludzie "wyżywali się" na celu, a nie na liderze lub najsłabszych ogniwach w grupie. Ale to też nie jest właściwy wybór. Najlepszą drogą jest ta, aby lider wyprzedzał innych w pojednaniu. On pierwszy – tak jak zrobił to Jan Paweł II – musi wychodzić z przebaczeniem. Nawet jeśli postąpią z nim tak, jak z Jezusem. To jest fundamentalna postawa, bo lider jest zawsze sługą komunii. Nie przychodzimy więc do wspólnoty, aby realizować jakieś (choćby najbardziej szczytne) cele, ale po to, aby się miłować i stawać się w ten sposób znakiem dla świata. Znakiem, który ewangelizuje samym swoim istnieniem. Bez jedności to się jednak nie stanie. Świat nie zostanie zewangelizowany i to my będziemy za to odpowiedzialni.

(Warto tu przypomnieć, że dla pojednania w naszych wspólnotach bardzo ważne są modlitwa wstawiennicza o uzdrowienie, czy uwolnienie. Każdy lider powinien też znać psychologiczne i pedagogiczne zasady i sposoby dochodzenia do jedności.)

POWAŻNA PROPOZYCJA – DUCHOWOŚĆ KOMUNII

W każdym nas tkwi pewien oścień – pierwiastek zła, który rani innych. Ponadto zawsze widzimy tylko część prawdy o nas, dlatego potrzebujemy Jezusa, by otworzył nam oczy jak ślepcom. "Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli"( J18.32) Trzeba się o to modlić, byśmy zobaczyli, co w nas samych jest przeszkodą na drodze do jedności. A prawda nas wyzwoli – prawda o nas samych. To nie jest tak, że ten drugi jest krętaczem, złodziejem, że to on mnie skrzywdził. A ja? Jeśli nie skrzywdziłem tego, skrzywdziłem innego. Dlatego pierwszy powinienem wychodzić z przebaczeniem – bo nie jestem lepszy. "Miłujmy czynem i prawdą "(J 3,18) "Kiedy dwie rozdzielone osoby szukają pojednania istotne jest, by najpierw odkryły swoiste dary w każdej z nich złożone. Jeśli każda twierdzi, że posiada wszystkie dary i pragnie wszystko wnieść, nic nie przyjmując, to pojednanie nigdy się nie dokona. Pojednanie nie oznacza zwycięstwa jednych i upokorzenia drugich. Pojednanie zakłada odkrycie darów złożonych w innych. I jeszcze – co to znaczy kochać? Kochać, to znaczy przebaczać, żyć w jedności. Pojednanie to zawsze wiosna duszy..."(Brat Roger z Taize)

Duchowość komunii – "Chrystus jest komunią. Nie przyszedł na ziemię, aby dać początek jeszcze jednej religii, lecz ofiarować komunię z sobą. Ona wyrywa nas z samotności. Kto zbliża się do świętości Chrystusa w tajemnicy komunii, jaką jest Jego Ciało – Kościół, ten jest nieodparcie prowadzony– jako ubogi w Panu– do szukania przejrzystości, dziecięctwa i otwartości serca ogarniającego wszystkich. Staje się zaczynem pojednania, bez którego nie można dziś żywić nadziei na przebudzenie się chrześcijan na całej ziemi." (Brat Roger z Taize) W duchowości komunii najważniejsze są modlitwa, życie słowem Bożym na co dzień, pokorna służba braciom i pokój, który jest więzią jedności.

Modlitwa – Nie można ciągle rozpamiętywać konfliktów, uraz, ran zadanych, bo to utrudni pojednanie. Dialog między ludźmi skłóconymi zmienia horyzonty. Idzie nade wszystko o nawrócenie serca przez osobisty dialog z Bogiem – on jest fundamentem mojej miłości do innych. Modlitwa to podstawa pojednania – zwłaszcza wspólna. Najpełniejszą modlitwa jest zawsze Eucharystia jako szczyt i źródło życia chrześcijańskiego. U Cyryla Jerozolimskiego czytamy: "Pod postacią Chleba dane ci jest Ciało, pod postacią wina dana ci jest Krew, abyśmy przyjmując Ciało i krew Chrystusa, stali się jednego ciała i jednej krwi z Chrystusem." Możemy mówić, że jesteśmy jednego Ciała i jednej krwi z Chrystusem nie dlatego, że rzeczywiście dochodzi do jedności naszych osób z uwielbionym Ciałem Chrystusa obecnym w Eucharystii, ożywionym przez Ducha Świętego. Jesteśmy wszyscy jednym ciałem z Chrystusem rzeczywiście – ale w nowym mistycznym znaczeniu. Ta nasza jedność w Nim i z braćmi przez Eucharystię odnawia się wciąż i wciąż, kiedy tylko w niej w pełni uczestniczymy. Dlatego w naszych wspólnotach bardzo ważna jest celebracja Eucharystii– głównego źródła naszej jedności.

Słowo Życia – "Trzeba , abyśmy byli zjednoczeni w imieniu Pana, żyjąc słowem życia, które czyni z nas jedno. Kiedy 2 dusze potrafią scalić się w jedno? Kiedy są żywe – to znaczy odarte z kory tego co ludzkie, a za pośrednictwem słowa przeżytego, staną się żywymi słowami. Dwa żywe słowa mogą scalić się w jedno. Jeśli jedno nie jest żywe, drugie nie może się z nim złączyć. Kto nie żyje słowem Boga wnosi tam, gdzie przebywa atmosferę tego świata; nie jest zaczynem, lecz zakalcem., tak, że w końcu staje się przyczyna jakiejś kłótni, czy podziału. Tego właśnie obawiał się św. Cyprian, który w traktacie "O jedności" zajmuje się p.w. jednością Kościoła, ale nie szczędzi także nieustannych wezwań, aby żyć Ewangelią – ponieważ właśnie dlatego, że się nią nie żyje, powstają schizmy w Kościele." (Chiara Lubich)

Pokora – Św. Paweł w swoich listach zachęcając nas do wzajemnej miłości, aby budować jedność wskazuje na pokorę - na wzór pokory samego Jezusa, "który nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi"(Flp 2,6-7).Cnotą, która najbardziej jednoczy nas Bogiem jest pokora , zapomnienie o sobie samym. Widać to najlepiej w Maryi, która ponieważ z miłości do Boga była służebnicą pokorną, stała się Matką Syna Bożego. Jedność duszy z Bogiem, który jest w niej, zakłada zupełne unicestwienie siebie, wymaga najbardziej heroicznej pokory. Ale także największą jedność z drugim człowiekiem osiąga się przez pokorę. Trzeba nam nieustannie dążyć do ewangelicznego pierwszeństwa przez jak najpełniejsze oddanie się na służbę bliźniemu – jak Jezus, który stał się Sługą sług. On nie przyszedł, aby Mu służono, ale w swym pokornym uniżeniu – On – Bóg stał się sługą nas wszystkich – grzesznych ludzi. Pamiętajmy: "Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje".(1P.5,5) Mojżesz dlatego był przywódcą ludu wybranego, bo w tamtym czasie Bóg odnalazł go najpokorniejszym z ludzi.

Pokój więzią jedności.(Ef 4,3) – Pokój, który wyrasta z przebaczającego serca, rozchodzi się jak woń wybornych perfum, który nasyca wszystko w swoim otoczeniu. Nade wszystko to wewnętrzny pokój serca. Kiedy przebaczamy, mamy pokój nie tylko w naszym sercu, ale rozlewamy go na wszystkich, którzy nas obrazili. Jest to pokój, który sprawia, że nasza dobroć jest uznana przez wszystkich ludzi. Św. Paweł uczy, że człowiek, który żyje w Jezusowym pokoju jest w pełni otwarty na szacunek i uznanie dobra we wszystkim dookoła niego. Pokój chrystusowy jest pokojem, który przynosi owoce Ducha:" miłość, radość, pokój, cierpliwość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie"(Ga 5,24)."Pokój zostawiam wam, pokój mój wam daję". (J 14,27). To on pozwala patrzeć z nadzieją na świat, choć często rozdzierają go akty przemocy i konflikty. Ten Boży pokój jest także wsparciem dla nas, abyśmy mogli z całą mocą przyczyniać się do utrzymania pokoju tam, gdzie on jest zagrożony. Pokój na świecie jest koniecznością życia! Świat dać go jednak nie może, to Jezus daje go naszym sercom, a przez nas światu.

Duchowością komunii żyli wielcy święci, którzy są dla nas przykładem bezwarunkowego pojednania, na wzór Jezusa. Wezwanie do świętości to poważna propozycja – dla ciebie i dla mnie. Tylko święci tak naprawdę ewangelizują świat. Dlatego powinniśmy iść dalej przez życie jako święci – świadcząc życiem, pojednaniem, wielką miłością. To jest zadanie dla nas: dbać o jedność w rodzinie, we wspólnocie, w diecezji – wszędzie, gdzie żyjemy i jesteśmy. Jeśli nie będzie jedności, nie będzie ewangelizacji. Tu nie chodzi o to, aby Odnowa się rozwinęła, ale żeby ludzie zostali zbawieni. Jeśli nie będziemy ewangelizować – ktoś może przez to nie spotkać Jezusa. Dlatego powinniśmy szukać tej jedności, aby ewangelizować z mocą, z entuzjazmem i z miłością do Jezusa. To On pierwszy pokazał nam drogę pojednania – módlmy się więc o ten cud pojednania w naszych sercach i w naszych wspólnotach.

Serce Jezusa, Królu i zjednoczenie serc wszystkich, odwołujemy się do Ciebie w trudnych sytuacjach naszego życia. Ty możesz uczynić cud! Spraw, abyśmy służyli pojednaniem, abyśmy byli sługami komunii. W Twoim Sercu, Panie, składamy każdego z nas i tych wszystkich, którzy nam w jakikolwiek sposób zawinili. Serce Jezusa, które jesteś Królem i zjednoczeniem serc wszystkich – zmiłuj się nad nami...










[Główna] [Powrót]